Drukuj  

Recenzja książki Timothy'ego Snydera cd.


Timothy Snyder, Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, tłum. Bartłomiej Pietrzyk, Warszawa: Świat Książki, 2011, 544 s.

RECENZJA
Andrzej Żbikowski
 

       Zdaniem Snydera, były to ważne dla Himmlera i jego SS symboliczne zwycięstwa. Tak samo miało być w przypadku powstania warszawskiego. „Podobnie jak pod­czas powstania w getcie warszawskim Himmler ponownie dostrzegł teraz sposob­ność, by zademonstrować siłę i odnieść symboliczne zwycięstwo” (s. 331). Można się z tą opinią zgodzić, nie wyjaśnia jednak ona, dlaczego nie znalazły się wśród niemieckiego establishmentu, na czele z Wehrmachtem, siły, by tym szaleństwom się przeciwstawić i wynegocjować lepsze warunki kapitulacji. Wiara w Wunderwaf­fe tego nie tłumaczy, Niemcy wybrali całopalenie, ale czy z przekonania o swoich racjach, wierności wobec Führera i jego wizji, czy może z jakiegoś innego powodu? Nie jest to wcale jasne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że spośród tysięcy mor­derców w nazistowskich mundurach tylko jednostki zdecydowały się na samobój­stwo, by nie wpaść w ręce zwycięzców. Część się po prostu poddała w ostatnim momencie, licząc na łaskę, jeszcze więcej próbowało uciec poza Europę. Sądzeni po wojnie, tłumaczyli swoje postępowanie wykonywaniem jedynie rozkazów prze­łożonych, chyba niezbyt wierząc w swoją niewinność.

       Koniec działań wojennych nie przyniósł ludności cywilnej spokoju, był to bo­wiem czas zemsty. Żołnierze sowieccy zgwałcili większość niemieckich kobiet, któ­re spotkali na swojej drodze, mężczyzn bądź zabijano, bądź brano na przymusowe roboty lub wywożono daleko na Wschód. Stalin zadecydował za zgodą zachodnich aliantów, że państwa Europy Środkowej będą jednolite etniczne, wygnano więc z tych ziem prawie 10 mln Niemców, w tym z Polski 7,6 mln (połowę stanowili uciekinierzy z terenów, do których zbliżała się Armia Czerwona). W polskich i cze­skich obozach pracy dla Niemców zapanowały podobne warunki jak w syberyjskich łagrach. Tylko na terytorium Polski pracowało ponad 200 tys. niemieckich jeńców, z czego 30 tys. zmarło w latach 1945–1946. Na dodatek, co mocno podkreślał Wła­dysław Gomułka, „wypędzenie Niemców «związało naród z ustrojem»”. Nie inaczej było w Czechosłowacji i w mniejszym stopniu na Węgrzech i w Rumunii. Do centralnej i zachodniej Polski przesiedlono Polaków i Żydów z Kresów Wschodnich, ze wschodniej Polski wysiedlono zaś ludność ukraińską, białoruską i litewską. Był to fragment znacznie szerszego zjawiska masowych przesiedleń, które władza stalinowska przeprowadziła w obrębie zachodniej części swojego imperium, okupowanego w latach 1941–1943 przez wojska niemieckie. Wszystkie przesiedlenia miały charakter etniczny, jakby rezygnowano z dawnych zasad wal­ki klasowej przy budowie całkowicie podległego władzy powojennego społeczeń­stwa. Stalin zadecydował też, że jedynym zwycięzcą w tzw. wojnie ojczyźnianej bę­dzie naród rosyjski. Jego cierpienia i zasługi musiały przyćmić cierpienia innych narodów, z narodem żydowskim na czele. Upominającego się o pamięć zamordo­wanych braci Salomona Michoelsa zamordowano, pozorując wypadek samocho­dowy. Innych członków Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego aresztowano bądź zastraszono, informacje o wymiarze Zagłady utajniono, podobnie jak o współ­pracy kolaborantów różnych narodowości w dziele zabijania. Fakt, że zamordo­wani Żydzi zaliczeni po wojnie do ofiar narodu sowieckiego, do 1939 bądź 1940 r. mieli obywatelstwo polskie, litewskie lub rumuńskie, wzmacniał uzasadnienie, że druga wojna światowa zaczęła się 22 czerwca 1941 r. „Jeżeli stalinowska wizja woj­ny miała przeważyć, trzeba było zapomnieć o Żydach jako jej najważniejszych ofia­rach” (s. 374). Jeszcze bardziej obsesje antysemickie Stalina nabrały znaczenia po powstaniu państwa Izrael, sowieckim Żydom przestano ufać, gdy dostrzeżono ich rosnącą dumę z rozwijającej się nowej ojczyzny, wspartą – co nie było bez znacze­nia – przez żydowską diasporę w Stanach Zjednoczonych.

       Snyder przyznaje, że stalinowski antysemityzm był obsesją, która mogła dopro­wadzić do kolejnej fali czystek i morderstw. Społeczeństwo sowieckie lat pięćdzie­siątych nie okazało się jednak podatne na kolejną dawkę hipnozy, Stalin nie był już jedynowładcą jak w latach trzydziestych i czterdziestych, jego najbliżsi współ­pracownicy budowali własne dwory i przygotowywali się do walki o sukcesję. Nie­mniej jednak „[s]talinizm odebrał wschodnioeuropejskim Żydom ich historyczny status ofiar Niemców, osadzając ich w zamian w dyskursie imperialistycznego spi­sku przeciw komunizmowi. […] Dopóki większą częścią Europy rządzili komuni­ści, przedstawienie Holocaustu w prawdziwym świetle pozostawało niemożliwe” (s. 406). W odpowiedzi na fałszowanie najnowszej historii przez ideologów sowie­ckich Zachód zaczął podkreślać cierpienia, „na jakie stalinizm skazał obywateli Związku Radzieckiego. […] W tej rywalizacji o pamięć Holocaust, inne masowe mordy niemieckie oraz masowe zbrodnie sowieckie stały się trzema odrębnymi historiami, choć w rzeczywistości rozgrywały się w tym samym miejscu i czasie” (s. 407).

       Snyder nie poprzestaje na dogłębnym opisie popełnionych zbrodni, słusznie twierdząc, że „[s]ystemy nazistowski i stalinowski trzeba porównać – nie dlatego, aby zrozumieć jeden czy drugi, ale dlatego, aby zrozumieć nasze czasy i nas sa­mych” (s. 410). Słusznie też zauważa, że metody niemieckie i sowieckie równie wiele dzieliło, jak łączyło oraz że do dziś przeważa, głównie na Zachodzie, błędna ocena ich cech kardynalnych. Sowieci raczej koncentrowali więźniów, by pracowa­li na rzecz gospodarki, równocześnie zabijając znaczą część, by utrzymać strach i posłuszeństwo. Naziści poprzez koncentrację w obozach zamordowali sowieckich jeńców wojennych, bardzo długo nie myśląc w ogóle, by przekształcić ich w siłę roboczą. Żydów długo wykorzystywano gospodarczo w gettach, by swój zamiar unicestwienia narodu-rasy zrealizować w ciężarówkach-komorach gazowych i miejscach zagłady. W uniwersum śmierci drugiej wojny światowej symbol zagła­dy, jakim jest Auschwitz, w rzeczywistości stanowił wyjątek. „Auschwitz nie był też głównym miejscem eksterminacji dwóch największych społeczności żydowskich w Europie – polskiej i sowieckiej. […] Auschwitz to końcowe takty fugi śmierci” (s. 413). Jak układa się bilans zabijania przez oba reżimy – naziści 10 mln, Sowieci 6 mln. Większość, w tym także 90 procent z 5,4 mln zamordowanych Żydów, po­chodziła z badanych przez Snydera „skrwawionych ziem” i tu też została zamor­dowana. Przywołany przez autora Wasilij Grossman za wspólną cechę obu totalita­ryzmów uznał łatwość, z jaką oba ustroje pozbawiały pewne grupy ludzi prawa do człowieczeństwa.

       „Tak więc jako tyrani Hitler i Stalin prowadzili podobną polityką” – jeden chciał w 12 tygodni skolektywizować Związek Sowiecki, drugi mniej więcej w takim sa­mym czasie go podbić – „powodowali katastrofy, winili za nie wskazanych przez siebie wrogów, po czym wykorzystywali śmierć milionów, by dowieść, że ich dzia­łania były niezbędne lub pożądane. Każdy z nich miał swoją utopię transformacji, jak również grupę, którą obwiniano, gdy realizacja tej utopii okazywała się nie­możliwa, a wreszcie politykę masowych mordów, które dało się ogłosić rodzajem zastępczego zwycięstwa” (s. 418). Zacytowane konkluzje wydają się uzasadnione, liczne podobieństwa między obu ustrojami nie likwidują jednak różnic. Tym, co pozwoliło obu tyranom wprowadzić w życie swoje okrutne marzenia, były nie tyle stworzone bądź rozwinięte przez nich ideologie, ile dobrze zorganizowane partie polityczne, skupiające miliony podobnie myślących ludzi, gotowych z przekona­niem wykonać nawet najbardziej okrutny i bezsensowny rozkaz. Jaką lekcję wyciągnął świat z kataklizmu drugiej wojny światowej? Snyder w tym wypadku jest ostrożny, przestrzega. „Gdy sensu szukamy w zabijaniu, pojawia się ryzyko, że więcej zabijania przyniesie więcej sensu. Tutaj tkwi być może sens hi­storii – gdzieś pomiędzy odnotowywaniem śmierci a jej nieustającą reinterpretacją. Jedynie historia masowego zabijania może połączyć w jedno liczby ze wspomnie­niami. Bez historii wspomnienia stają się prywatne, co oznacza dzisiaj – narodowe, a liczby stają się publiczne, czyli służą za instrument międzynarodowej rywalizacji o tytuł męczenników” (s. 433).

       I jeszcze jedno, z czym w pełni trzeba się zgodzić – w latach 1933–1945 oba re­żimy zamordowały bądź doprowadziły do śmierci około 14 mln ludzi, my musimy zapamiętać każdą zabitą osobę.


Andrzej Żbikowski

 
... powrót do poprzedniej strony ...

 

 


Copyright © tekst i zdjęcia  Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN [jeżeli nie zaznaczono inaczej]
www.holocaustresearch.pl